Listopad 13th, 2011
Akupunktura czy gorące głazy?
Masaż całkowitej większości z nas kojarzy się z typowym stołem do masażu, czymś owiniętym wkoło bioder no i minimalnym bólem głowy, przytrafiającym się nam nawet po ostrożnym podniesieniu się z łóżka. Takim zabiegom masażu, czy tego chcemy czy nie, gros z nas poddała się w ciągu swego żywota chociaż raz – czy z przyczyn uzdrowiskowych czy też własnego widzimisie.
Nie wszyscy z kolei doświadczyli na własnej skórze masażu trochę egzotycznego. Pierwszy, cieszy się w kraju nad Wisłą coraz większą sławą, pochodzi z medycyny chińskiej i nosi nazwę akupunktury. Kolejny z kolei praktykowany był już 5 tysięcy lat wstecz przez starożytnych Majów i nosi nazwę masażu gorącymi kamieniami.
Oba masaże dostępne są w Polsce, ale do tanich nie należą. Średniej klasy salon kosmetyczny za zabieg akupunktury życzy sobie 50-150 złotych zależne od tego czemu masaż ma służyć (a to z kolei związane jest z liczbą igieł na naszym ciele). Akupunktura opiera się na wierzeniu, że całe ciało ludzkie jest ze sobą związane dzięki nerwom nie zawsze będących blisko siebie. Przez umiejętne nakłuwanie tych nerwów fragmenty organizmu, na których bolesność narzekamy przestają boleć. Na przykład kiedy doskwiera nam łokieć, masażysta równie dobrze może zacząć wbijać nam igły zupełnie gdzie indziej.
Zabieg z rozgrzanymi kamieniami to z kolei masaż znacznie bardziej uniwersalny. Udowodniono, że pozytywnie oddziałuje zarówno na naszą skórę, jak i tkankę mięśniową a także nerwy. Zabieg ten nie ma określonego zadania, jak akupunktura, która odpowiada za zmniejszanie cierpienia. Kamienie to bardziej rodzaj odprężenia, odpoczynek dla naszych zakwaszonych mięśni oraz głowy. Jest swego gatunku zróżnicowaniem dla ludzi korzystających do tej pory tylko z pospolitej formy masażu. Jego cena w pierwszym lepszym centrum Spa to około 200 złotych. Jeśli ktoś pragnie natomiast samemu się w taki sposób masować, zakupienie specjalistycznego sprzętu to koszt w granicach 500-700 złotych, co zwraca się już po kilku masażach.